Są takie momenty w życiu, kiedy nagle łapiesz się na tym, że już nie bardzo wiesz, kim właściwie jesteś. Kiedy poczucie własnej wartości wyparowało gdzieś pomiędzy nadmiernym braniem odpowiedzialności, wiecznym udowadnianiem swojej przydatności a próbami spełniania cudzych oczekiwań.
I dopiero po czasie widzisz, że to nie „brak odwagi” był problemem, tylko to, że całymi latami nie byłeś dla siebie punktem odniesienia.
Poczucie własnej wartości TO NIE TO SAMO co pewność siebie.
To nie jest „umiem to, jestem dobry w tamtym”.
To jest to ciche, spokojne „mam prawo istnieć takim, jaki jestem”.
Psychologia od dawna pokazuje (np. Carl Rogers i jego koncepcja „ja realnego” vs. „ja idealnego”), że im większa przepaść między tym, jak siebie postrzegamy, a tym, kim myślimy, że powinniśmy być, tym większy wewnętrzny konflikt, napięcie i poczucie niewystarczania. I to właśnie ten rozdźwięk najczęściej dobija samoocenę.
W pewnym momencie zrozumiałem, że moje poczucie własnej wartości nie runęło dlatego, że „nie jestem wystarczająco dobry”, tylko dlatego, że uwierzyłem w rzeczy, które nigdy nie były moje. W opinie rzucane mimochodem, w standardy, które ktoś kiedyś wymyślił, w porównywanie się do ludzi, którzy żyli zupełnie innym życiem. Sprawiało to że ubrałem te koncepty niczym warstwy ubrań… jak babcia mówiła na cebulkę. Tylko jak to z cebulką bywa, ani to wygodne ani fajne.
Odzyskiwanie poczucia wartości nie jest więc budowaniem czegoś nowego.
To bardziej jak zdejmowanie kolejnych warstw, które przylgnęły do nas przez lata. To też podróż i przygoda poznawania siebie.
W końcu jak mam doświadczyć poczucia wartości jak nie wiem jaki tak naprawdę jestem?
Jak zaczyna się prawdziwy powrót do siebie?
Najpierw przychodzi moment milczenia. Takiego zmęczonego, bez fajerwerków.
„Nie wiem, kim jestem, ale wiem, że tak już nie chcę.”
To jest początek.
Potem zaczynasz zauważać rzeczy, które wcześniej ginęły pod filtrem auto-krytyka:
- że masz w sobie więcej spokoju, niż sądziłeś,
- że twoje reakcje nie są błędami, tylko informacją,
- że twoje emocje nie są przesadą, tylko sygnałem,
- że masz w sobie ciepło, którego nikt ci nie nauczył doceniać.
Z czasem zaczynasz wracać do własnej perspektywy. A to jest najważniejsze w całym procesie — bo poczucie własnej wartości nie rodzi się z ocen innych, tylko z tego, jaką relację masz z samym sobą.
A teraz coś, co pomogło mi bardziej, niż się spodziewałem — praca z kamerą
I zachęcam Ciebie do spróbowania.
Nie jako „trening wystąpień”. Czy „przygotowanie do social mediów”.
Tylko jako… poznawanie siebie. Tak na spokojnie, aby przyjrzeć się sobie nieco z innej perspektywy.
W psychologii mówi się o tzw. self-concept clarity — jasności tego, jak siebie postrzegamy. Badania pokazują, że osoby, które widzą siebie bardziej realistycznie (nie bardziej krytycznie, realistycznie!) mają wyższe poczucie własnej wartości i mniejszą reaktywność na stres.
I tu wchodzi proste nagrywanie siebie kamerą tylną w telefonie.
Dlaczego tylną?
Bo ona nie pokazuje lustrzanego odbicia — pokazuje to, co widzą inni.
Przywykliśmy do postrzegania tego co w lustrze jako własne JA i wszelkich koncepcji jakie na to Ja nałożyliśmy. Nasza podświadomość też to zna, przywykła do tego i patrzy na ten obraz w lustrze zgodnie z tymi konceptami. Jednak nagranie siebie kamerą główną pokazuje nieco inną perspektywę.
To zupełnie tak jakbyśmy mieli spojrzeć na siebie oczami innych (oczami a nie perspektywą i umysłem oceniającym). Nasza podświadomość wpada przez to w ciekawy stan „wygląda znajomo a zarazem inaczej”. Otwiera się wtedy przestrzeń do wprowadzenia nowej perspektywy na siebie.
To ciekawe, ale rozwój technologii daje nam możliwość spojrzenia na siebie z takiej perspektywy jak nikt nigdy wcześniej… no chyba że mnich podczas wychodzenia poza ciało 😉
Ale wracając…
I nagle okazuje się, że ta osoba na nagraniu wygląda… łagodniej niż myślałeś. Mądrzej. Spokojniej. Mniej nerwowo. Że nie widać tam tego całego chaosu, który masz w środku.
To potrafi przeorać schematy, na których trzymało się twoje niskie poczucie własnej wartości.
Tygodniowy challenge (dodatek, nie cel)
Codziennie nagraj krótkie wideo — 3 minuty, 10 minut, ile chcesz.
Robocza konwencja:
„Wyobraź sobie, że masz nowego współlokatora: siebie. I codziennie opowiadasz, jak wam razem idzie.”
- jak się ze sobą żyje,
- jakiego „ciebie” dziś obserwujesz,
- co cię w nim zaskakuje.
Po tygodniu obejrzyj wszystko naraz.
W wielu momentach zobaczysz kogoś bardziej wartościowego, niż kiedykolwiek ci się wydawało.
Ważne jest tu dobre nastawienie, nie krytyka tylko żywa chęć poznania tej osoby. Szukaj pozytywów, ciepłego spojrzenia. Wesołej mimiki. Pozwól też sobie na nieco wygłupów.
I to jest właśnie pierwszy krok do odzyskania własnej wartości — zobaczenie siebie bez filtrów, bez wyobrażeń, bez starych ocen.
A jeśli stare nawyki przeszkadzają za mocno zobacz też Jak budować nawyki, które naprawdę się trzymają.







